Sękaczowa wycieczka

W sobotę, 9 czerwca wybraliśmy się na bardzo ciekawą rowerową wycieczkę, której ostatecznym celem było upieczenie i zjedzenie sękacza w Lenkupiach.

To była bardzo gorąca sobota. Wysoka temperatura od rana dawała się we znaki. Spotkaliśmy się pod zegarem słonecznym w centrum Gołdapi, skąd o 9.00 wyruszyliśmy w drogę. Do Żytkiejm jechaliśmy przez Puszczę Romincką. Jako że była nas spora grupa, dzień wcześniej zgłosiliśmy wyjazd Straży Granicznej. Komendant i funkcjonariusze PSG w Gołdapi wspominali kiedyś, że warto to robić, by później nie przechodzić ewentualnych czasochłonnych kontroli wśród komarów. Z Żytkiejm skierowaliśmy się po DW651 do trójstyku granic: polskiej, rosyjskiej i litewskiej. Dla części z nas była to pierwsza wizyta rowerem w tym miejscu. Zrobiliśmy zdjęcia na „łańcuchu” na MOR i później przy monumencie granicznym. My znamy zasady, które obowiązują przy trójstyku. Są one zresztą opisane i pokazane na rysunkach na tablicy, która się w pobliżu znajduje. Podstawa jest taka, że nie wolno przekraczać granicy polsko-rosyjskiej i litewsko-rosyjskiej. My tych zasad przestrzegaliśmy. Okazuje sie jednak, że niektórzy mają je za nic. Kilku osobowa grupa (sądząc po numerach rejestracyjnych auta to pochodziła z województwa mazowieckiego), która była w tym samym czasie przy trójstyku co my, za nic miała przepisy. Po zwróceniu uwagi, że nie wolno przekraczać rosyjskiej granicy, wzruszyli tylko ramionami i odpowiedzieli „a co nam zrobią”. Cóż, SG utemperowała już niejedną osobę, która myślała podobnie i nielegalnie przekraczała granicę… Z trójstyku skierowaliśmy się do Lenkupi do pani Bożeny Mikielskiej (Stowarzyszenie Żytkiejmska Struga), gdzie zrobiliśmy kilku godzinną przerwę od jazdy.

Przerwa była jednak bardzo pracowita. Pod okiem pani Bożeny przygotowaliśmy ciasto i upiekliśmy dwa sękacze. Dla jasności – ciasto przygotowaliśmy od A do Z sami, jedynie pianę z białek ubiliśmy mikserem. Dlaczego dwa? Otóż podzieliliśmy się na dwie grupy: męską i kobiecą, i każda zrobiła swojego. Później mogliśmy zobaczyć, kto jest lepszym kucharzem  Po pieczeniu przyszedł czas na konsumpcję. Wszystkiego nie udało się oczywiście zjeść, reszta trafiła do naszych domów.

Po posiłku wyruszyliśmy w drogę powrotną, tym razem już pod DW651. W Galwieciach zajrzeliśmy na kilka chwil na Biesiadę Galewicką – festyn organizowany przez tamtejsze sołectwo. Po dotarciu do Gołdapi na naszych licznikach było już ponad 80km. By wynik był ładniejszy, dokręciliśmy do setki po podgołdapskich okolicach.

Dziękujemy pani Bożenie Mikielskiej z Żytkiejmskiej Strugi za przyjęcie nas i naukę pieczenia sękacza. Dziękujemy rowerzystom spoza naszej paczki za udział we wspólnej wyprawie. Zapraszamy do innych, wspólnych wyjazdów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *